Lotniskowiec za szybki dla Włodarczyka
Gdzie masz wiarę?! Gdzie masz wiarę?! Jesteś mistrzem czy nie?!- krzyczał trener Krzysztofa Włodarczyka. Co do wiary – trener nie dowiedział się. A mistrzem świata wagi juniorciężkiej wersji IBF Polak już nie jest. Przegrał na punkty ze Steve’em Cunninghamem
Polak bronił tytułu, który zdobył w listopadzie zeszłego roku w Warszawie. Walka w Katowicach była podobna do ich pierwszego pojedynku, gdzie Włodarczyk wygrał niejednogłośnie na punkty. Toczyła się wolno, było mało ciosów, a zdecydowanie za dużo klinczów. Większość z ponad ośmiu tysięcy widzów wygwizdała obu pięściarzy. A miało być tak dobrze – przed galą Włodarczyk zapewniał, że demolował sparingpartnerów. Jednego wysłał nawet do szpitala. Przed wejściem na ring demolował drewniane drzwi znajdujące się w holu katowickiego Spodka. Obił je jak worek treningowy.
Ale Amerykanina nie zdemolował.
Od pierwszych minut walki był ospały i nieskuteczny. Pod koniec czwartej rundy przyklęknął, chociaż nie otrzymał wcześniej mocnego ciosu. Sędzia ringowy z Anglii wyliczył go. – Amerykanin wsadził mi palec do oka i nagle oko zaczęło mnie strasznie boleć. Na chwilę uklęknąłem, bo niewiele widziałem – tłumaczył “Diablo”.
Cunningham, czarnoskóry pięściarz o muskularnej budowie, również nie zachwycił. Był jednak szybszy, oddał więcej ciosów i zasłużenie wygrał ten słaby pojedynek. Sędzia z Meksyku punktował 116:112, a arbiter z Tajlandii 115:112 dla Cunninghama. Jedynie Nowozelandczyk dał remis 114:114. – Krzysiek w bardzo głupi sposób stracił prestiżowy pas. Przespał pierwsze pięć rund – mówił rozgoryczony Andrzej Wasilewski, szef grupy bokserskiej Hammer KnockOut Promotion, która zorganizowała wieczór w Spodku.
- Zawaliłem. Zbyt wolno poruszałem się na ringu -mówił Włodarczyk…
- Dały o sobie znać stare nawyki. Szukał jednego ciosu, który mógłby rozstrzygnąć walkę. Co z tego, że nasi pozostali bokserzy wygrali, skoro przegraliśmy tą najważniejszą – martwił się trener grupy Fiodor Łapin, który próbował w przerwach pobudzić swojego zawodnika emocjonalnymi krzykami na temat walki o honor.
Jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu pewny siebie Amerykanin skandował: – USS! USS!
Amerykański bokser służył w przeszłości na amerykańskim lotniskowcu. Stąd jego pseudonim “USS”, który jest skrótem od United States’ Ship – okręt Stanów Zjednoczonych.
- Jestem mistrzem wagi juniorciężkiej!- powtarzał później jak mantrę mokry od potu, szczęśliwy Cunningham. – Denerwowałem się przed walką, nie mogłem spać i dużo czasu poświęciłem na modlitwę. Wreszcie po tylu latach jestem mistrzem świata IBF. Super byłoby, jakby pojedynek zakończył się przez nokaut. Ale i tak jestem bardzo, bardzo szczęśliwy – mówił bokser, trzymając w ręku małą biało-czerwoną flagę. Zresztą po walce Cunningham nie mógł dojść do czekających na niego dziennikarzy, bo co chwilę polscy kibice zatrzymywali go, prosząc o wspólne zdjęcie. – W Katowicach podobało mi się o wiele bardziej niż w Warszawie. Są tutaj wspaniali fani. Jestem mistrzem! Alleluja! – krzyknął na koniec rozmowy rozradowany pięściarz.
Na dzień przed galą pojawiła się sensacyjna informacja, że Andrzej Gmitruk, trener Tomasza Adamka, będzie stał podczas pojedynku w narożniku Amerykanina. Gmitruk się w nim nie pojawił. Za to do ringu wchodził razem z rywalem Polaka Bogusław Bagsik, największy aferzysta III RP, bohater afery ART-B. Również po walce kręcił się w ringu wśród sztabu Cunninghama. Bagsik stał się oficjalnym przedstawicielem w Polsce najsłynniejszego bokserskiego promotora na świecie Dona Kinga. Bagsik i firma 12Runds 9 czerwca organizuje w Spodku galę, na której będzie walczył Tomasz Adamek i Andrzej Gołota.
Ja tu tylko sprzątam
W organizacji katowickiej gali pomagał Jerzy Frenkiel. Byłemu prezesowi Górnika Zabrze wrocławska prokuratura postawiła w zeszłym roku zarzuty korupcyjne. Frenkiela spotkałem na gali niosącego… miotły. – Co pan tu robi? – zapytałem. – Sprzątam – odpowiedział z uśmiechem były działacz piłkarski. – Jestem odpowiedzialny za sprawy logistyczne – dodał po chwili.
200 tys. zł
Tyle zarobił na czysto Włodarczyk po odjęciu wszelkich kosztów, głównie opłat za przygotowania do walki.
Źródło: Leszek Błażynski / Gazeta Wyborcza