Archive for Gołota

Gołota jeszcze w tym roku powalczy o mistrzostwo?

Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem. “Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem.

“Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.
Z kim? “Nazwiska dzisiaj nie podam, ale tym razem Andrzej chce walczyć z rywalem silniejszym niż ten, którego miał ostatnio” – mówi menedżer Polaka Ziggy Rozalski. “A potem tak, jak powiedział Don King, zmierzyć się o mistrzostwo świata” – dodaje.

Dwa tygodnie temu Gołota znokautował w Katowicach Jeremy’ego “Bestię” Batesa. Polak był szczęśliwy. Wzruszył się tym, jak przyjęli go kibice. Długo skandowali: “Dziękujemy, dziękujemy”. Potem odśpiewali mu: “Sto lat”. Już po walce, kiedy wyszedł z szatni, rozdał setki autografów.

Na ten pojedynek nie przyleciał ze Stanów trener Polaka, Buddy McGirt. Został na Florydzie, gdzie przygotowuje Lamona Brewstera do walki o pas mistrza świata IBF w wadze ciężkiej z Władymirem Kliczko. “Uznaliśmy, że Andrzej doskonale poradzi sobie trenując przez te kilka dni z Andrzejem Gmitrukiem i Ireneuszem Przywarą. I mieliśmy rację” – tłumaczył Rozalski.

“Jestem zadowolony z tego zwycięstwa, bo wiem, że Andrew ciężko trenował, wiem jak na nie zapracował. Najważniejsze, że znowu jest w formie” – mówi McGirt. Czy Gołota znowu może być wielki i znowu może powalczyć z kimś z czołówki? “Teraz najważniejsze jest to, by wrócił do ringu najszybciej, jak to możliwe. To jest to, czego Andrew potrzebuje najbardziej. Musi walczyć, utrzymywać się w formie” – twierdzi McGirt. Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem. “Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.

“Nie wiem, czy Andrzej będzie boksował w tej samej gali, co Tomek Adamek (który ma walczyć ze Stevem Cunninghamem – zwycięzcą w walce z Krzysztofem Włodarczykiem o mistrzostwo świata IBF w wadze junior ciękiej). Pracujemy nad tym pojedynkiem. Mogę powiedzieć, że King nie ma nic przeciwko temu, by Andrzej znowu przyleciał do Polski” – mówi DZIENNIKOWI Rozalski.

McGirt uważa, że na razie rywalem Gołoty nie powinien być bokser z czołówki. “Jeszcze nie tym razem. Najlepiej, żeby to był bokser podobny klasą do Batesa. A po tej walce Andrew będzie gotowy do pojedynku o najwyższe cele. Czyli do walki o mistrzostwo świata albo pojedynku z kimś z pierwszej dziesiątki rankingów wagi ciężkiej. Andrew nie boksował od dwóch lat o taką stawkę, ale to nie jest problem. Według mnie mógłby śmiało powalczyć z tym gościem, który ostatnio pokonał tego olbrzymiego Wałujewa. O! Z Rusłanem Czagajewem” – przypomniał sobie McGirt.

Według Rozalskiego Gołota będzie gotowy do walki o mistrzostwo świata jeszcze w tym roku. Ten pomysł bardzo podoba się Kingowi. Wielki promotor, który ostatni pojedynek Polaka oglądał na żywo w katowickim Spodku, zapowiedział, że Andzrej Gołota zasługuje na jeszcze jedną walkę o tytuł.

Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.

Z kim? “Nazwiska dzisiaj nie podam, ale tym razem Andrzej chce walczyć z rywalem silniejszym niż ten, którego miał ostatnio” – mówi menedżer Polaka Ziggy Rozalski. “A potem tak, jak powiedział Don King, zmierzyć się o mistrzostwo świata” – dodaje.

Komentarze

Adamek i Gołota we wrześniu znów na ringu

15 września we Wrocławiu Tomasz Adamek stanie do walki o bokserskie mistrzostwo świata federacji IBF ze Stevem Cunninghamem, który niedawno pokonał Krzysztofa “Diablo” Włodarczyka – pisze “Dziennik”.

Adamek, który od niedawna występuje w wadze junior ciężkiej, w ostatnią sobotę znokautował w Katowicach Panamczyka Luisa Pinedę i został mistrzem mało prestiżowej federacji IBO. Cunningham odebrał niedawno Włodarczykowi pas federacji IBF, który byłby stawką wrześniowego pojedynku.

- Rzeczywiście mam bić się z Cunninghamem za trzy miesiące. Do uzgodnienia pozostały jeszcze kwestie finansowe – mówi Adamek. – Jeśli wygram, to następnym moim rywalem byłby Jean Marc Mormeck – dodaje polski pięściarz.

Francuz jest mistrzem świata w kategorii junior ciężkiej prestiżowych federacji WBC i WBA i uznawany jest za najlepszego pięściarza w tej kategorii wagowej.

We Wrocławiu tego samego dnia co Adamek będzie też bił się Andrzej Gołota. Wracający po długiej przerwie na ring Polak nie ma jeszcze szansy na walkę o żaden pas, dlatego we Wrocławiu dojdzie do kolejnego pojedynku rankingowego, którego stawką będą punkty. Promotor Don King nie znalazł jeszcze rywala dla Gołoty.

Komentarze

Czy Andrzej Gołota dostanie 5 szanse na mistrzostwo świata?

Najpierw miał być powrót na szczyt w walce z Byrdem.Walka zakończyła się remisem ale
większość fachowców mówiła ze Gołota to wygrał.Później walka z Ruizem którą Andrew przegrał
na papierkach sędziowskich.Ostatnim skutecznym podejściem miała być walka z Browserem.Wszyscy
jednak wiemy że skończyło sie to 53 sekundowym epizodem.

Po tej walce Andrzej Kostyra powiedział,że to jest koniec kariery Andrzeja Gołoty.Jak się
okazało “ostatnia nadzieja białych” wróciła w Spodku gdzie w sposób pewny pokonał Batesa.
Przed walką mówił “ja chce się sprawdzić czy jeszcze jestem w boksie coś wstanie osiągnąć”.
Jeżeli wyjdzie do ringu jeszcze raz oznaczać to będzie,że wraca aby zdobyć upragniony tytuł.

Napewno gdy się jest zawodnikiem Dona Kinga łatwiej jest dostać tą szanse ale ten największy
promotor wie, że Gołota to pięściarz, który może spełnić swoje marzenia i dzięki temu ożywić
wagę ciężką.

Wiem jedno, że jeżeli Polak wróci do gry to wszyscy którzy mu dobrze życzą jeszcze raz
przeżyją emocje, które jest wstanie wzbudzić tylko Andrzej Gołota. Już tyle razy mu ufaliśmy, a
on w sposób “dziwny” nas zawodził. Osobiście moim marzeniem jest zobaczyć Andrzeja z
uniesionymi rękoma w górze. I jak to on sam powiedział “przed snem chce sobie puścić walkę
po której będę mógł spokojnie iść spać”.

Jedno jest pewne, że na zawsze zostanie zapamiętany jako mistrz treningów i człowiek, który
przyciągał ludzi na całym świecie.

Moim zdaniem należy mu sie jeszcze jedna szansa, ponieważ on kocha boks i nie robi już tego
dla pieniędzy tylko dla spełnienia swoich marzeń. Sport to dla niego wielka przyjemność i oby
więcej było takich Polskich sportowców.

Każdy kto przeczyta ten krótki artykuł niech odpowie sobie sam czy Andrzej Gołota ma jeszcze
po co wracać?

Komentarze

Adamek i Gołota znokautowali rywali

Najpierw była cisza. Później dudniące rytmy Eminema i krzyk “Andrzej, Andrzej!” czterotysięcznej publiczności w “Spodku” i wreszcie pierwsze ciosy Andrzeja Gołoty.

Kilkadziesiąt minut później, zmieniło się tylko imię, bo tysiące krzyczały “Tomek, Tomek!”, ale zakończenie było takie same – Tomek Adamek znokautował swego rywala, a gala “Perfect Boxing” zakończyła się tym, co było ważniejsze od skąpo ubranych ślicznych pań, gwiazd na trybunach i pirotechniki – zwycięstwami polskich bokserów dającymi kibicom satysfakcję, a samym pięściarzom szansę kontynuowania kariery z nadziejami na mistrzowskie walki.

Andrzej Gołota – Jeremy Bates, KO 2. runda

Andrzej Gołota nie zamknął się tym razem w pokoju zasłaniając czarnymi kotarami okna. Zamiast tego spotkał się z kolegami, trochę podowcipkował, zjadł późny obiad i na 90 minut przed walką przyjechał w bardzo mieszanym składzie do “Spodka”. Napisałem “mieszanym”, bo nie było ostatniego trenera Gołoty Buddy’ego McGirta, który nie znalazł czasu, żeby przyjechać z Florydy do Polski, w roli “cutmana” wystąpił Steve Stoller, jeden z najlepszych chirurgów sportowych w USA, a prywatnie przyjaciel Andrzeja, zaś sprawie pomagał Leszek Samitowski, znakomity karateka (5 dan), a przy okazji człowiek odpowiedzialny za przygotowanie kondycyjne i sprawnościowe polskiego pięściarza. Nie było natomiast Marioli Gołoty, którą zatrzymał w Chicago koncert fortepianowy dziewięcioletniego syna Andrzeja. Na koniec na szczęście to nie miało żadnego znaczenia, bo Gołota, który przyznał, że przepracował tylko część zapowiedzianego obozu treningowego, bo zabrakło sparingpartnerów, był zbyt silny, zbyt precyzyjny, by choćby przez chwilę czuć zagrożenie ze strony amerykańskiego rywala. Ale opiszmy walkę oczyma Andrzeja Gołoty…

- Przyjęcie miałem niesamowite, przyznam, że ciarki przeszły mi po plecach, kiedy usłyszałem krzyk kibiców, którzy zagłuszyli nawet Eminema – powiedział INTERIA.PL w szatni, kilka minut po walce, Gołota. – Tego mi brakowało, a powrót na ring w Polsce, powrót zwycięski, to coś czego się nie zapomina. Bates nie rzucił się na mnie tak jak zapowiadał, a szkoda, bo miałem przygotowanych kilka kombinacji lewa-prawa. Zacząłem wolno, ale starałem się robić dwie rzeczy – po pierwsze zaczynać każdą akcje lewym prostym, a po drugie bić kombinacjami. To pierwsze mi wychodziło, drugie będzie lepsze za 2-3 miesiące, choć już w drugiej rundzie byłem z siebie bardziej zadowolony. Nie byłem zadowolony z wyczucia dystansu, sam się nadziałem na głowę Batesa, co skończyło się dla mnie rozciętym lewym łukiem brwiowym. Ale jednego nie pamiętam – żeby Bates mnie uderzył. Nawet jeśli tak było, to nie poczułem, nie przesadzam! Kiedy wiedziałem, że jest po walce? Po pierwszej minucie? Nie, poważnie – Bates wyszedł na ring, żeby walczyć, nie chciał się położyć, mimo, że waliłem go po głowie tak, że mnie lewa ręka rozbolała. Trafiłem go kilka razy bardzo mocno lewą, wyszedł mi mocny prawy na początku drugiej rundy, Bates dostawał pięć, sześć kolejnych ciosów pod rząd, przestał się bronić i sędzia słusznie zrobił, że zatrzymał walkę. Co dalej? Kocham ten sport, kocham światła na ringu, doping fanów, dla tego żyję walczę dalej. Dopóki ktoś mnie nie pokona mogę marzyć o tytule mistrza świata. Kto mi tego zabroni? – stwierdził.

Tomasz Adamek – Jose Luis Pineda, KO 7. runda

- Ciężko pracowałem z Andrzejem Gmitrukiem i teraz są tego efekty. Potrafię mocno uderzyć, o czym przekonał się Pineda nie tylko w siódmej rundzie. Trafił mnie pare razy, ale to co – zawsze mówiłem, że mogę przyjąć cios. Walczyłem mądrze, w dystansie, wykorzystywałem znowu moje najsilniejsze atuty. Dopiero zaczynam moją karierę w nowej kategorii wagowej, ale już wkrótce pokażę na co mnie stać – mówił po walce nowy mistrz świata IBO Tomasz Adamek, który wygrał przez nokaut w siódmej rundzie z pięściarzem z Panamy. Podobnie jak Gołota, Tomasz Adamek, gorąco dziękował wspaniałej publiczności w “Spodku” i trzeba przyznać, że pokazał wszystko, o czym zapewniał dziennikarzy przed pierwszą walką w kategorii do 200 funtów (junior ciężkiej) – szybkość, precyzję ciosów, a przy tym bardzo rozważny, wyrachowany, a przy tym efektowny boks. Pineda od początku – czego się można było spodziewać – nie wiedział, jak radzić sobie z lewymi prostymi Adamka, a kiedy “Góral” bił kombinacjami, zupełnie gubił się w obronie. Pięściarz z Panamy niby próbował atakować Adamka, ale pojedyncze ciosy po pierwsze bardzo rzadko trafiały znakomicie poruszającego się na nogach Tomka, a po drugie nie mogły mu zrobić krzywdy. Wystarczyło, by już w szóstej rundzie Pineda był nieco wolniejszy, by skuteczność Adamka wzrosła o kilkanaście celnych uderzeń, siódma runda był klasycznym przykładem tego, jak walczy Adamek – lewy sierpowy, prawy, ponownie lewy i pod Pinedą uginają się nogi. Adamek nie wypuszcza takich okazji i sędzia słusznie przerywa walkę ogłaszając zwycięstwo i mistrzowski tytuł IBO dla Polaka.

Po tym co widzieliśmy w “Spodku” jedno można powiedzieć na pewno – dalsze emocje w wykonaniu Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka mamy gwarantowane…

Komentarze

Gołota: Ta walka będzie wielkim sprawdzianem

Po długiej przerwie Andrzej Gołota wraca na ring. 9 czerwca będzie walczył z Jeremym “Bestią” Batesem. Dla polskiego boksera to będzie bardzo szczególny pojedynek. “Przekonam się, czy jeszcze mogę i potrafię boksować w tym wieku” – mówi DZIENNIKOWI Gołota.

Jak doszło do pana walki w Polsce?
To pytanie nie do mnie. Sam byłem bardzo zaskoczony tą propozycją. Spodziewałem się raczej kolejnej walki w Stanach.

Czym różni się gala w Katowicach od tych o najwyższą stawkę, odbywających się w Nowym Jorku lub w Atlantic City?
Z mojego punktu widzenia praktycznie niczym. Na ringu jestem sam na sam z przeciwnikiem. Presja jest taka sama. W Katowicach będą kibice, ale w Stanach na moje walki też przychodziło wielu Polaków.

Wraca pan do ringu po dwóch latach. Jak pan traktuje pojedynek z Jeremym Batesem?
Jako wielki sprawdzian. Przekonam się, czy jeszcze mogę i potrafię boksować – w moim wieku i w tym momencie kariery. Jeżeli okaże się, że nie, odejdę. Jeżeli tak, będę to robił dalej.

I być może, jeszcze raz – już piąty – powalczy pan o mistrzostwo świata?
Zobaczymy, czy to w ogóle będzie realne. Sam chciałbym się przekonać, czy jeszcze stać mnie na taki reżim treningowy? Czy mogę coś z siebie wykrzesać, najpierw w gymie, a potem w ringu?

Przed najbliższą walką jeszcze pan tego o sobie nie wie?
Przecież to tylko rozgrzewka. Chciałbym powiedzieć jasno, żeby wszyscy mnie zrozumieli ? to ma być sprawdzian, czy mam jeszcze jakieś szanse w tym całym boksie.

Co pan wie Jeremym Batesie, nazywanym “Bestią”?
Z nim jest taki numer – albo wygrywa wyraźnie, albo z kretesem przegrywa. Bardzo szybko kończą się te jego walki. I tyle wiedzy na razie mi wystarczy. W końcu to tylko rywal na przetarcie.

Jak spędzi pan czas do walki?
Jadę do Wisły trochę potrenować i zaaklimatyzować się. Przyda się, bo pogoda na razie sobie ze mnie zakpiła. Mówiono mi, że jest piękne lato, a zamiast 30 stopni leje deszcz.

Ma pan w planach jakieś spotkania z kibicami?
Na razie nie, ale mogę mieć. W końcu to ja jestem tu dyrektorem zamieszania. Mam nadzieję, że kibice nie spuszczą mi lania.

Którego z mistrzów wagi ciężkiej ceni pan najbardziej?
Trudno powiedzieć. Ciekawie zapowiada się walka Lamona Brewstera z Władymirem Kliczką w lipcu. Jestem ciekaw, czy Brewsterowi uda się znów zdobyć tytuł.

To właśnie Brewster pobił pana w 53 sekundy. Teraz obydwaj trenujecie razem u Buddy’ego McGirta.
Tak się jakoś złożyło. Dziwne, prawda? Kiedy kogoś nie można pokonać, trzeba się z nim zaprzyjaźnić. Albo odwrotnie, trzeba się z kimś zaprzyjaźnić, żeby go pokonać. A Brewster to bardzo fajny chłopak. Szykuje się do walki z Kliczką, więc Buddy przyleci do Polski w środę. Na razie będę trenował z Andrzejem Gmitrukiem.

Trenera McGirta pamięta pan jeszcze jako zawodnika?
Poznaliśmy się chyba w 1994 roku, kiedy on walczył z Pernellem Whitakerem w Virginii. Ja miałem tam obóz treningowy.

Jakim był zawodnikiem?
Bardzo dobrym, został przecież mistrzem świata. Jego największym problemem było to, że nie potrafił boksować z mańkutami.

Tak jak Tomasz Adamek, który przegrał z leworęcznym Chadem Dawsonem.
To jest bardzo ciekawe, bo Adamka do tej walki przygotowywał McGirt. A syn Buddy’ego jest mańkutem i Tomek z nim sparował. Mimo to w walce coś nie zadziałało. Adamek nie wyciągnął wniosków.

McGrirt jest dobrym trenerem?
To zawodowiec. Wie o czym mówi i co robi. To mi się w nim podoba… Mówił pan kiedyś, że boks to sport zespołowy, że to niezwykle ważne, aby mieć w swoim narożniku właściwe osoby. Czy z McGirtem jesteście zespołem?
Na razie widzę, że rozwijam się, doskonalę. Każdego dnia uczę się od niego czegoś nowego. Może coś z tego zostanie mi w głowie?

Boksuje pan już wiele lat. Czy zmiana starych nawyków jest w ogóle możliwa?
Tu nie chodzi o całkowitą zmianę stylu. Bardziej o to, żeby do treningu coś cennego dodać. Dowiaduję się na przykład, że ten sam cios wyprowadzony trochę inaczej, działa w inny sposób. Niewielka zmiana, a przynosi efekt. Buddy potrafi mi to pokazać, zainteresować mnie.

Widać już efekty tego treningu?
Nie wiem. Ocenianie efektów po sparingach jest jak wróżenie z fusów. W walce wszystko może potoczyć się zupełnie inaczej. Zobaczymy w sobotę.

Nie zastanawia się pan, co się stało z amerykańskimi mistrzami? Kiedyś pan był jedyną nadzieją białych. Dziś biali rządzą w wadze ciężkiej.
Czarnoskórzy są tam cały czas. Tylko tak się złożyło, że ich nie widać. To się na pewno niedługo zmieni. Ale z tą dominacją Rosjan to bardzo ciekawe. Zobaczcie choćby na tenis. Od jakiegoś czasu są potęgą. Jak się nazywał ten ich pierwszy wielki gracz?

Kafielnikow.
Tak. Ale nie o niego mi chodzi.

W takim razie Safin.
Właśnie, Marat Safin. Wygrał w Wielkim Szlemie, chyba US Open i Australian
Open.

Czyżby lubił pan tenis?
Bo tam niesamowite rzeczy się dzieją. Ostatnio Nadal przegrał na mączce z Federerem. Przecież to jest tragedia. Nadal zawsze go lał na clayu, wygrał wcześniej chyba z siedem czy osiem razy. Coś mi się wydaje, że za dobrze się poczuł ten Nadal.

źródło: Rafał Kazimierczak, Marta Mikiel / Dziennik

Komentarze

Gołota: Do pięciu razy sztuka?

Kiedy ostatni raz rozmawiałem z Buddy McGirtem, zupełnie przypadkowo dowiedział się, że… nie jest już trenerem Tomasza Adamka.

Tym razem zadzwoniłem po to, by porozmawiać Buddy’m o Andrzeju Gołocie, który od czterech tygodni wylewa poty – dosłownie, bo w sali McGirta w Vero Beach temperatura rzadko spada poniżej 100 stopni Fahrenheita – przygotowując się do walki 9 czerwca w katowickim Spodku.

Przygotowuje się, spotykając każdego dnia pięściarza, którego nazwiska na pewno szybko nie zapomni – Lamona Brewstera, z którym przegrał już w pierwszej rundzie przed dwoma laty w chicagowskim United Center swoją czwartą szansę zdobycia tytułu mistrza świata. Przy okazji, McGirt komentuje także decyzję Tomasza Adamka przejścia do wyższej kategorii wagowej…

– Buddy, kończysz trening z Lamonem, zaczynasz z Gołotą? Obaj panowie nie mają sobie nic do powiedzenia?

Buddy McGirt: Znasz Lamona, to jeden z najgrzeczniejszych ludzi jakich możesz kiedykolwiek spotkać poza ringiem. Temat walki sprzed dwóch laty w Chicago nie pojawił się nawet przez sekundę. Rozmawiają, żartują między sobą – normalka..

- Ale sparingów Gołota – Brewster nie planujesz?.

Buddy McGirt: Aż tak bardzo się nie lubią. Nie, na pewno nie ustawię ich naprzeciwko siebie. Nawet w ochronnych kaskach.

- Nieformalnie treningi z Andrzejem rozpocząłeś na początku roku, kiedy w tej samej sali przygotowywałeś do walki o tytuł WBC Tomka Adamka.

Buddy McGirt: Nie nazwał bym tego “trenowaniem” Gołoty. Bardziej, korzystając z tego, że przychodził na salę, chciałem mu zwrócić uwagę na parę rzeczy, dać mu czas, żeby dokładnie wiedział, czego jeszcze chce od boksu. Gołota jest zupełnie innym człowiekiem niż Adamek – obaj ciężko trenują, nie ma z nimi żadnego problemu, ale Andrzejowi chyba łatwiej się “wyłączyć”, odpocząć psychicznie po naszej harówce.

- Jeśli jesteśmy przy Adamku – jak oceniasz jego przejście do wyższej kategorii wagowej?

Buddy McGirt: Pierwsze słyszę, jestem zaskoczony… Nie jestem pewien, czy to dobra decyzja. Ten chłopak był idealny na półciężką, chyba nie powinien przeskakiwać piętro wyżej. Cios od rywala, który ma 200 funtów boli znacznie mocniej, niż tego ważącego 175. Znacznie mocniej. To już kategoria, w której naprawdę nie można pozwolić się trafiać.

- Wracamy do Gołoty – największa różnica pomiędzy tym, który rekreacyjnie przychodził do ciebie w styczniu, z tym przygotowującym się do walki w Polsce?

Buddy McGirt: Fizycznie żadnej, bo on zawsze wygląda tak, jakby miał zaraz wyjść na ring. Mentalnie olbrzymia – widać było po nim determinację. Gołota na pewno wie, że to jego ostatnia szansa, by coś zrobić w boksie. Na nic nie narzeka, tłucze worek, jakby chciał go rozwalić, dobrze rusza się na nogach. To było moje pierwsze pozytywne zaskoczenie – zwykle w wieku Andrzeja pierwsza co wysiada to praca nóg. U niego tego zupełnie nie widać. Nie wiem, czy to jego obsesja jazdą na nartach, czy fakt, że nie wyeksploatował się na ringu, ale w każdym razie na to nie muszę zwracać uwagi. Tak jak na to, żeby Gołota nie myślał tylko o tej walce 9 czerwca, żeby myślał o przyszłości. On chce jeszcze powalczyć, chce wygrywać. Nie powiem, że zostanie mistrzem świata, ale może w jego przypadku obowiązuje zasada do pięciu razy sztuka?

- A na co musisz zwracać uwagę?

Buddy McGirt: Żeby był znacznie bardziej agresywny na ringu. Z takim lewym prostym – ciągle jeden z najlepszych wśród ciężkich – powinien bardziej atakować, podwajać go, uderzać szybciej prawą i nie czekać na reakcję rywala. Co mu zrobią, jak ich trafi raz czy dwa lewą? Pójdą do przodu? We wtorek zaczynamy sparingi, zobaczymy jak Andrzej będzie sobie radził z żywym rywalem. W worki mi już porozwalał. Po sparingach krótka przerwa i lecimy do Polski. Będziemy w Katowicach tydzień przed walką.

- Co poza rekordem (21 zwycięstw, 18 nokautów, 13 porażek) i tym, że ma pseudonim Bestia wiesz o rywalu Andrzeja, Jeremy Batesie?

Buddy McGirt: Niewiele poza tym, że… wiem jak będzie walczył. Rzuci się na Andrzeja od pierwszych sekund, bo wie, że inaczej nie ma żadnych szans. Jeremy albo nokautuje, albo jest znokautowany. W Katowicach będzie to drugie.

- Taktyka ataku na Gołotę od pierwszych sekund sprawdziła się w przypadku Brewstera…

Buddy McGirt: …ale Bates to nie Brewster – pod żadnym względem. Zresztą taka wpadka, jak przed dwoma laty się Andrzejowi już nie zdarzy. Ja na to nie pozwolę.

Komentarze