Archive for Czerwiec, 2007

“The Hitman” Hatton znokautował Castillo

To miała być walka, która pokaże, czy niepokonany 28-letni Ricky “The Hitman” Hatton (43-0, 31 KO) ma szansę podbić Amerykę nie tylko swoim wpadającym w ucho przydomkiem i czy 33-letni Jose Louis Castillo (55-8, 47 KO) podniesie się po serii osobistych tragedii i będzie potrafił pokazać, że po 17 latach zawodowej kariery ciągle jest jednym z najsilniej bijących bokserów wagi do 140 funtów.

Po czterech rundach w Thomas & Mack Center w Las Vegas znamy odpowiedź na oba pytania, bo “Hitman” potrzebował tylko czterech rund by po pokazie ofensywnego boksu znokautować Castillo. Ten ostatni, po ciosie na wątrobę, mógł tylko bezsilnie patrzeć, jak wylicza go sędzia. Przegrany zarobił za tę walkę pół miliona dolarów, zwycięzca dwa razy więcej.

Z góry było wiadomo, że walka Castillo – Hatton to pojedynek dwóch bokserów hołdujących zasadzie “nie ma znacznie ile razy mnie uderzysz, bo ja uderzę ciebie mocniej i częściej”. Obaj zapewniali, że ich dwa ostatnie, bardzo przeciętne pojedynki (obaj twierdzili, że się do nich niezbyt solidnie przygotowali) były tylko wpadką przy pracy, i że tym razem nikt w Las Vegas się na nich nie zawiedzie. Przynajmniej jeden z nich dotrzymał słowa.

1 runda

Pierwsze minuty walki to zdecydowana przewaga Hattona, który już w pierwszych 30 sekundach mógł mieć zaliczony nokdaun, gdyby ringowy Joe Cortez zwrócił uwagę na fakt, że Castillo padł na ring bardziej dlatego, że dostał dwa kolejne ciosy od Hattona, a nie dlatego, że się poślizgnął. Szybkie sierpowe i podbródkowe Hitmana doszły celu pod koniec rundy, ale widać było także, że Castillo zdawał sobie sprawę, że nie może – jak to ma w zwyczaju – wolno się rozgrzewać, bo dalszych rund może po prostu nie być. Runda dla Hattona.

2 runda

Wymiana ciosów, w której lepszy był szybszy, dokładniejszy Hatton. Lewy prosty Hattona, dwa ciosy na żołądek Castilo doszły celu. Lewy prosty Castillo odrzucił głowę trochę zaskoczonego siłą ciosu rywala Hattona. Znowu dobry lewy podbródkowy Castillo, ale kiedy doszło do wymiany, nie było wątpliwości, że to Brytyjczyk bije lepsze, mocniejsze, a przede wszystkim celniejsze kombinacje. Meksykanin trafiał, ale tylko pojedynczymi ciosami, które nie mogły przekonać sędziów, czy też przestraszyć przeciwnika. Runda dla Hattona.

3 runda

Ricky rozpoczął, jakby chciał skończyć walkę w tej rundzie – celny podwójny sierpowy, prawdy podbródkowy. Castillo zaczął być jednak bardziej aktywny, zaczynając od lewego sierpowego za który… dostał ostrzeżenie od ringowego, dopatrującego się zbyt nisko zadanego ciosu. Kolejne podbródkowe jednak trafione i… znowu ostrzeżenie od Corteza. Castillo denerwuje się, ale wychodzi mu to na dobre, bo tuż pod koniec rundy najpierw przyjmuje sierpowy Hattona, a potem odpowiada jeszcze mocniejszym uderzeniem. Walka zapowiada się na klasyk… Runda dla Castillo.

4 runda

Hatton zwiększył liczbę uderzeń, ale nawet kiedy trafiał, to Castillo natychmiast odpowiadał celną kontrą. Na nieszczęście dla siebie, Castillo ma też tendencję do bicia poniżej pasa i kiedy robi to po raz trzeci w tej walce, Cortez odejmuje mu punkt.

Kontrowersyjna decyzja, ale Castillo się nią nie przejął, silnie trafiając korpus Anglika. Sekundę później jest już po walce, potężny sierpowy Hattona trafia w wątrobę Castillo, który przyklęka na jedno kolano i wygląda jak sparaliżowany. Joe Cortez spokojnie go wylicza, a tysiące angielskich fanów Hattona zamienia Thomas & Mack Center w Wembley.

Komentarze

Gołota jeszcze w tym roku powalczy o mistrzostwo?

Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem. “Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem.

“Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.
Z kim? “Nazwiska dzisiaj nie podam, ale tym razem Andrzej chce walczyć z rywalem silniejszym niż ten, którego miał ostatnio” – mówi menedżer Polaka Ziggy Rozalski. “A potem tak, jak powiedział Don King, zmierzyć się o mistrzostwo świata” – dodaje.

Dwa tygodnie temu Gołota znokautował w Katowicach Jeremy’ego “Bestię” Batesa. Polak był szczęśliwy. Wzruszył się tym, jak przyjęli go kibice. Długo skandowali: “Dziękujemy, dziękujemy”. Potem odśpiewali mu: “Sto lat”. Już po walce, kiedy wyszedł z szatni, rozdał setki autografów.

Na ten pojedynek nie przyleciał ze Stanów trener Polaka, Buddy McGirt. Został na Florydzie, gdzie przygotowuje Lamona Brewstera do walki o pas mistrza świata IBF w wadze ciężkiej z Władymirem Kliczko. “Uznaliśmy, że Andrzej doskonale poradzi sobie trenując przez te kilka dni z Andrzejem Gmitrukiem i Ireneuszem Przywarą. I mieliśmy rację” – tłumaczył Rozalski.

“Jestem zadowolony z tego zwycięstwa, bo wiem, że Andrew ciężko trenował, wiem jak na nie zapracował. Najważniejsze, że znowu jest w formie” – mówi McGirt. Czy Gołota znowu może być wielki i znowu może powalczyć z kimś z czołówki? “Teraz najważniejsze jest to, by wrócił do ringu najszybciej, jak to możliwe. To jest to, czego Andrew potrzebuje najbardziej. Musi walczyć, utrzymywać się w formie” – twierdzi McGirt. Według trenera Andrzeja Gołoty, Polak mógłby w tym roku walczyć z mistrzem świata federacji WBA Rusłanem Czagajewem. “Ale najpierw Andrew musi zmierzyć się z kimś pokroju Batesa, którego ostatnio pokonał” – mówi Dziennikowi Buddy McGirt. Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.

“Nie wiem, czy Andrzej będzie boksował w tej samej gali, co Tomek Adamek (który ma walczyć ze Stevem Cunninghamem – zwycięzcą w walce z Krzysztofem Włodarczykiem o mistrzostwo świata IBF w wadze junior ciękiej). Pracujemy nad tym pojedynkiem. Mogę powiedzieć, że King nie ma nic przeciwko temu, by Andrzej znowu przyleciał do Polski” – mówi DZIENNIKOWI Rozalski.

McGirt uważa, że na razie rywalem Gołoty nie powinien być bokser z czołówki. “Jeszcze nie tym razem. Najlepiej, żeby to był bokser podobny klasą do Batesa. A po tej walce Andrew będzie gotowy do pojedynku o najwyższe cele. Czyli do walki o mistrzostwo świata albo pojedynku z kimś z pierwszej dziesiątki rankingów wagi ciężkiej. Andrew nie boksował od dwóch lat o taką stawkę, ale to nie jest problem. Według mnie mógłby śmiało powalczyć z tym gościem, który ostatnio pokonał tego olbrzymiego Wałujewa. O! Z Rusłanem Czagajewem” – przypomniał sobie McGirt.

Według Rozalskiego Gołota będzie gotowy do walki o mistrzostwo świata jeszcze w tym roku. Ten pomysł bardzo podoba się Kingowi. Wielki promotor, który ostatni pojedynek Polaka oglądał na żywo w katowickim Spodku, zapowiedział, że Andzrej Gołota zasługuje na jeszcze jedną walkę o tytuł.

Gołota poleciał tymczasem na narty do Kolorado. Kiedy odpocznie, rozpocznie przygotowania do kolejnego pojedynku, który już w sierpniu ma się odbyć we Wrocławiu.

Z kim? “Nazwiska dzisiaj nie podam, ale tym razem Andrzej chce walczyć z rywalem silniejszym niż ten, którego miał ostatnio” – mówi menedżer Polaka Ziggy Rozalski. “A potem tak, jak powiedział Don King, zmierzyć się o mistrzostwo świata” – dodaje.

Komentarze

Adamek i Gołota we wrześniu znów na ringu

15 września we Wrocławiu Tomasz Adamek stanie do walki o bokserskie mistrzostwo świata federacji IBF ze Stevem Cunninghamem, który niedawno pokonał Krzysztofa “Diablo” Włodarczyka – pisze “Dziennik”.

Adamek, który od niedawna występuje w wadze junior ciężkiej, w ostatnią sobotę znokautował w Katowicach Panamczyka Luisa Pinedę i został mistrzem mało prestiżowej federacji IBO. Cunningham odebrał niedawno Włodarczykowi pas federacji IBF, który byłby stawką wrześniowego pojedynku.

- Rzeczywiście mam bić się z Cunninghamem za trzy miesiące. Do uzgodnienia pozostały jeszcze kwestie finansowe – mówi Adamek. – Jeśli wygram, to następnym moim rywalem byłby Jean Marc Mormeck – dodaje polski pięściarz.

Francuz jest mistrzem świata w kategorii junior ciężkiej prestiżowych federacji WBC i WBA i uznawany jest za najlepszego pięściarza w tej kategorii wagowej.

We Wrocławiu tego samego dnia co Adamek będzie też bił się Andrzej Gołota. Wracający po długiej przerwie na ring Polak nie ma jeszcze szansy na walkę o żaden pas, dlatego we Wrocławiu dojdzie do kolejnego pojedynku rankingowego, którego stawką będą punkty. Promotor Don King nie znalazł jeszcze rywala dla Gołoty.

Komentarze

12Rounds VS HKP

Czy grupa 12Rounds pod kierownictwem Bogusława Bagsika i Andrzeja Gmitruka złamie monopol Hammer Knockout Promotions na gale w Polsce? – myślę że tak, ponieważ grupa dysponuje sporym kapitałem pieniężnym oraz znakomitym trenerem.

Kiedy na przełomie tysiącleci powstawała grupa HKP wielu ekspertów mówiło, że będzie to grupa mogąca konkurować z Universum. Na początku szło wszystko w dobrym kierunku młodzi perspektywiczni zawodnicy tacy jak Krzysztof Włodarczyk czy Dawid Kostecki wsparci zawodnikami doświadczonymi jak Maciej Zegan, Tomasz Bonin czy Roman Bugaj. Sponsor firma Hammer i promotor, który chciał wnieść coś nowego do polskiego boksu na początku się udawało bo ludzie byli ciekawi nowego widowiska. Maciej Zegan walczył o mistrzostwo WBO, Krzysztof Bienias i Diablo Włodarczyk walczyli o EBU. Jednak z gali na galę poziom widowiska się zmniejszał, na przeciwników pięściarzy grupy Andrzeja Wasilewskiego wybierano słowaków czechów i różne inne wynalazki z bilansami 1-20 itp.a kulminacją tego była walka Tomasza Bonina z Pavlem Slivinem, która z boksem miała wspólnego tyle że odbywała się w ringu. Pieściarze jeździli po małych miejscowościach aby był komplet sprzedanych biletów jednak niektóre z nich miały pojemność 1500 miejsc.

Oczywiście były wyjątki np. walki Diablo z Rudigerem Mayem czy Stevem Cunnighamem. Wielu drażniły również werdykty sędziowskie ustawiane ewidentnie pod zawodników HKP jak np.Dawid Kostecki VS Ismail Abdul czy Krzysztof Włodarczyk VS Sergiej Karanievich. Wadą grupy HKP jest to że w narożniku u wszystkich zawodników stoi Fiodor Łapin, który powinien być cały czas z zawodnikiem, który będzie walczył na końcu(Włodarczyk VS Cunnigham II). Z grupy odszedł Maciej Zegan, flagowe twarze czyli Bonin i Diablo w kiepskim stylu przegrali ostatnie walki a Kostecki siedzi we więzieniu.

Pozostają młodzi: Paweł Kołodziej, Tomasz Hutkowski czy Andrzej Wawrzyk oraz trochę starszy jednak wg. mnie w tym momencie lider grupy Rafał Jackiewicz. Jednak oni nie są znani szerszej publiczności i mogą nie przyciągnąć zbyt wiele osób na gale. Grupa 12rounds już na pierwszej swojej imprezie pokazała że będzie godnym konkurentem dla Andrzeja Wasilewskiego i jego grupy. Wspaniała oprawa gali, koncert grupy Perfect i dwaj najwięksi polscy pięściarze zawodowi w dotychczasowej historii Andrzej Gołota i Tomasz Adamek ponadto Maciej Zegan, Mariusz Cendrowski, Wojciech Bartnik i Don King:-).

Jedyne co odstraszało to cena biletów za miejsce, które 2 tygodnie wcześniej kosztowało 80 zł trzeba było zapłacić 300 a najtańsze miejscówki kosztowały 150 zł jednak za dobry towar trzeba zapłacić. To co mi się podobało na gali 12Rounds to sprawiedliwe werdykty. Maciej Zegan przegrał swoją walkę(co na imprezie HKP napewno by się nie zdarzyło bo tam zawsze zwycięża polak) a Mariusz Cendrowski zremisował. Miejmy nadzieje że nie są to miłe złego początki i gale grupy 12Rounds bedą zawsze tak wyglądały. A jak będzie przekonamy się za ok. 3 miesiące na kolejnej gali grupy Bogusława Bagsika. Magnesem dla widzów napewno będzie Tomasz Adamek, który jest najbardziej rozpoznawalnym pięściarzem na świecie (oprócz Andrzeja Gołoty), ale jeżeli nadal będą tak wysokie ceny biletów to hale mogą być puste, bo dla przeciętnego Polaka nawet 150 zł za najtańszy bilet to drogo.

Ten artykuł nie ma oczerniać grupy Andrzeja Wasilewskiego tylko ma go zdopingować do lepszej pracy bo konkurencja depcze po piętach, a każdy kibic boksu w Polsce chciałby, aby w naszym kraju były dwie grupy promotorskie przynajmniej na wysokim europejskim poziomie, mogące rywalizować z Kohlem czy Sauerlandem. Jednak jeżeli Andrzej Wasilewski chcę nadal zachować pozycję nr 1 w organizacji gal bokserskich w Polsce musi poprawić poziom sportowy gali bo każdy kibic boksu wolałby oglądać polaka wygrywającego z mocnym średniakiem na punkty niż ze słowackim kelnerem w 1 rundzie, który przewraca się od jednego ciosu albo od wiatru (Pavel Slivin) Porównując pierwszą galę 12Rounds a ostatnią Hammer Knockout Promotions zdecydowanie wygrywa grupa Gmitruka i Bagsika. I mam też nadzieje że obie grupy zarówno HKP jaki 12Rounds będzie podnosić poziom swoich gal, a po jakimś czasie obaj promotorzy będą współpracować dla dobra polskiego boksu zawodowego

Komentarze

Czy Andrzej Gołota dostanie 5 szanse na mistrzostwo świata?

Najpierw miał być powrót na szczyt w walce z Byrdem.Walka zakończyła się remisem ale
większość fachowców mówiła ze Gołota to wygrał.Później walka z Ruizem którą Andrew przegrał
na papierkach sędziowskich.Ostatnim skutecznym podejściem miała być walka z Browserem.Wszyscy
jednak wiemy że skończyło sie to 53 sekundowym epizodem.

Po tej walce Andrzej Kostyra powiedział,że to jest koniec kariery Andrzeja Gołoty.Jak się
okazało “ostatnia nadzieja białych” wróciła w Spodku gdzie w sposób pewny pokonał Batesa.
Przed walką mówił “ja chce się sprawdzić czy jeszcze jestem w boksie coś wstanie osiągnąć”.
Jeżeli wyjdzie do ringu jeszcze raz oznaczać to będzie,że wraca aby zdobyć upragniony tytuł.

Napewno gdy się jest zawodnikiem Dona Kinga łatwiej jest dostać tą szanse ale ten największy
promotor wie, że Gołota to pięściarz, który może spełnić swoje marzenia i dzięki temu ożywić
wagę ciężką.

Wiem jedno, że jeżeli Polak wróci do gry to wszyscy którzy mu dobrze życzą jeszcze raz
przeżyją emocje, które jest wstanie wzbudzić tylko Andrzej Gołota. Już tyle razy mu ufaliśmy, a
on w sposób “dziwny” nas zawodził. Osobiście moim marzeniem jest zobaczyć Andrzeja z
uniesionymi rękoma w górze. I jak to on sam powiedział “przed snem chce sobie puścić walkę
po której będę mógł spokojnie iść spać”.

Jedno jest pewne, że na zawsze zostanie zapamiętany jako mistrz treningów i człowiek, który
przyciągał ludzi na całym świecie.

Moim zdaniem należy mu sie jeszcze jedna szansa, ponieważ on kocha boks i nie robi już tego
dla pieniędzy tylko dla spełnienia swoich marzeń. Sport to dla niego wielka przyjemność i oby
więcej było takich Polskich sportowców.

Każdy kto przeczyta ten krótki artykuł niech odpowie sobie sam czy Andrzej Gołota ma jeszcze
po co wracać?

Komentarze

Wyniki sobotnich walk

Erdei obronił tytuł mistrza świata

Węgierski bokser Zsolt Erdei po raz ósmy obronił tytuł mistrza świata organizacji WBO w kategorii półciężkiej. W Budapeszcie pokonał przez techniczny nokaut w 11. rundzie Amerykanina George’a Bladesa.

33-letni Erdei odniósł 27 zwycięstwo w zawodowej karierze. Żadnego pojedynku nie przegrał. Jego rówieśnik – Blades legitymuje się rekordem 21-3. Pierwszy raz rywalizował w Europie.

———————————————————————————————————————
Malignaggi wypunktował rywala i odebrał mu pas

Amerykanin Paul Malignaggi wywalczył pas bokserskiego mistrza świata organizacji IBF w wadze junior półśredniej. W Uncasville pokonał na punkty (120:106, 120:106, 118:108) broniącego tytułu Australijczyka Lovemore’a N’dou.

26-letni Malignaggi odniósł 23. zwycięstwo w zawodowej karierze. Dotychczas raz przegrał. Dziewięć lat starszy N’dou, zwany “Czarną Panterą”, legitymuje się rekordem 45-9-1.

———————————————————————————————————————-
Nokaut po 43 sekundach

Znakomicie zawodową karierę bokserską rozpoczął kubański mistrz olimpijski z Aten w wadze ciężkiej (91 kg), Odlanier Solis. W drugiej walce, po zaledwie 43 sekundach, znokautował w Ankarze Ukraińca Oleksija Mazikina.

Półtora miesiąca temu w debiucie 27-letni Solis (obecnie waży ponad 100 kg) wygrał z niezłym Niemcem Andreasem Sidonem (32-8). Teraz w Turcji trzykrotny mistrz świata amatorów wręcz zdemolował Mazikina, który w 2001 roku zdobył srebrny medal MŚ. Bilans ukraińskiego pięściarza w gronie profesjonalistów – 10-2.

Oprócz Solisa, w Ankarze zwycięstwa odnieśli także dwaj inni kubańscy złoci medaliści z IO’2004 – Yan Barthelemy i Yuriorkis Gamboa. Obaj boksują teraz w kategorii junior piórkowej i mają identyczne rekordy 2-0.

Komentarze

Adamek dziewiąty w rankingu WBA

Były mistrz świata organizacji WBC w wadze półciężkiej, Tomasz Adamek zajmuje dziewiąte miejsce w rankingu federacji WBA, ale już w kategorii junior ciężkiej, do której niedawno się przeniósł.

Czempionem WBA jest 43-letni Amerykanin Virgil Hill. W rankingu prowadzi Firat Arslan (Niemcy) przed Guillermo Jonesem (Panama) i O’Neilem Bellem (USA).

Komentarze

Czy Adamek pomści Diablo?!

Polak dostanie walkę o tytuł prestiżowej federacji

Dwa razy w Polsce walczył o mistrzostwo świata. Najpierw kontrowersyjnie przegrał, potem bezdyskusyjnie wygrał. Wszystko wskazuje na to, że Steve Cunningham (31 l.) swojego tytułu będzie bronił w Polsce w walce z Tomaszem Adamkiem (31 l.)!

Trzy tygodnie temu Cunningham wypunktował Krzysztofa “Diablo” Włodarczyka (26 l.) i zdobył pas mistrzowski prestiżowej federacji IBF. W sobotę w wadze junior ciężkiej zadebiutował za to Adamek (31 l.).

- We wrześniu w Polsce Tomek będzie boksował o mistrzostwo świata jednej z prestiżowych federacji – zdradza “Super Expressowi” Bogusław Bagsik, promotor Adamka. – Nazwiska rywala wam jednak nie podam, zgadujcie sami.

No to zgadujemy. Federacja WBO – odpada. Enzo Maccarinelli broni tytułu 21 lipca i do września nie zdąży się przygotować do kolejnej walki. WBA – raczej też odpada. Walka o wakujący tytuł jest dopiero zaplanowana na przyszłą sobotę (Arslan – Brudow).

Zostają dwie prestiżowe federacje WBC i IBF. Mistrzem tej pierwszej jest 35-letni Francuz Jean Marc Mormeck (33 zwycięstwa, 22 przez k.o., 3 porażki). W IBF championem jest znany polskim kibicom Cunningham. I to on jest znacznie bardziej prawdopodobnym rywalem Adamka.

Rekord oglądalności

Sobotnią galę Adamka i Gołoty obejrzało 4,6 mln widzów. To najlepszy wynik weekendu w polskiej telewizji i rekord Polsatu jeśli chodzi o boks od 2003 roku.

Komentarze

Adamek i Gołota znokautowali rywali

Najpierw była cisza. Później dudniące rytmy Eminema i krzyk “Andrzej, Andrzej!” czterotysięcznej publiczności w “Spodku” i wreszcie pierwsze ciosy Andrzeja Gołoty.

Kilkadziesiąt minut później, zmieniło się tylko imię, bo tysiące krzyczały “Tomek, Tomek!”, ale zakończenie było takie same – Tomek Adamek znokautował swego rywala, a gala “Perfect Boxing” zakończyła się tym, co było ważniejsze od skąpo ubranych ślicznych pań, gwiazd na trybunach i pirotechniki – zwycięstwami polskich bokserów dającymi kibicom satysfakcję, a samym pięściarzom szansę kontynuowania kariery z nadziejami na mistrzowskie walki.

Andrzej Gołota – Jeremy Bates, KO 2. runda

Andrzej Gołota nie zamknął się tym razem w pokoju zasłaniając czarnymi kotarami okna. Zamiast tego spotkał się z kolegami, trochę podowcipkował, zjadł późny obiad i na 90 minut przed walką przyjechał w bardzo mieszanym składzie do “Spodka”. Napisałem “mieszanym”, bo nie było ostatniego trenera Gołoty Buddy’ego McGirta, który nie znalazł czasu, żeby przyjechać z Florydy do Polski, w roli “cutmana” wystąpił Steve Stoller, jeden z najlepszych chirurgów sportowych w USA, a prywatnie przyjaciel Andrzeja, zaś sprawie pomagał Leszek Samitowski, znakomity karateka (5 dan), a przy okazji człowiek odpowiedzialny za przygotowanie kondycyjne i sprawnościowe polskiego pięściarza. Nie było natomiast Marioli Gołoty, którą zatrzymał w Chicago koncert fortepianowy dziewięcioletniego syna Andrzeja. Na koniec na szczęście to nie miało żadnego znaczenia, bo Gołota, który przyznał, że przepracował tylko część zapowiedzianego obozu treningowego, bo zabrakło sparingpartnerów, był zbyt silny, zbyt precyzyjny, by choćby przez chwilę czuć zagrożenie ze strony amerykańskiego rywala. Ale opiszmy walkę oczyma Andrzeja Gołoty…

- Przyjęcie miałem niesamowite, przyznam, że ciarki przeszły mi po plecach, kiedy usłyszałem krzyk kibiców, którzy zagłuszyli nawet Eminema – powiedział INTERIA.PL w szatni, kilka minut po walce, Gołota. – Tego mi brakowało, a powrót na ring w Polsce, powrót zwycięski, to coś czego się nie zapomina. Bates nie rzucił się na mnie tak jak zapowiadał, a szkoda, bo miałem przygotowanych kilka kombinacji lewa-prawa. Zacząłem wolno, ale starałem się robić dwie rzeczy – po pierwsze zaczynać każdą akcje lewym prostym, a po drugie bić kombinacjami. To pierwsze mi wychodziło, drugie będzie lepsze za 2-3 miesiące, choć już w drugiej rundzie byłem z siebie bardziej zadowolony. Nie byłem zadowolony z wyczucia dystansu, sam się nadziałem na głowę Batesa, co skończyło się dla mnie rozciętym lewym łukiem brwiowym. Ale jednego nie pamiętam – żeby Bates mnie uderzył. Nawet jeśli tak było, to nie poczułem, nie przesadzam! Kiedy wiedziałem, że jest po walce? Po pierwszej minucie? Nie, poważnie – Bates wyszedł na ring, żeby walczyć, nie chciał się położyć, mimo, że waliłem go po głowie tak, że mnie lewa ręka rozbolała. Trafiłem go kilka razy bardzo mocno lewą, wyszedł mi mocny prawy na początku drugiej rundy, Bates dostawał pięć, sześć kolejnych ciosów pod rząd, przestał się bronić i sędzia słusznie zrobił, że zatrzymał walkę. Co dalej? Kocham ten sport, kocham światła na ringu, doping fanów, dla tego żyję walczę dalej. Dopóki ktoś mnie nie pokona mogę marzyć o tytule mistrza świata. Kto mi tego zabroni? – stwierdził.

Tomasz Adamek – Jose Luis Pineda, KO 7. runda

- Ciężko pracowałem z Andrzejem Gmitrukiem i teraz są tego efekty. Potrafię mocno uderzyć, o czym przekonał się Pineda nie tylko w siódmej rundzie. Trafił mnie pare razy, ale to co – zawsze mówiłem, że mogę przyjąć cios. Walczyłem mądrze, w dystansie, wykorzystywałem znowu moje najsilniejsze atuty. Dopiero zaczynam moją karierę w nowej kategorii wagowej, ale już wkrótce pokażę na co mnie stać – mówił po walce nowy mistrz świata IBO Tomasz Adamek, który wygrał przez nokaut w siódmej rundzie z pięściarzem z Panamy. Podobnie jak Gołota, Tomasz Adamek, gorąco dziękował wspaniałej publiczności w “Spodku” i trzeba przyznać, że pokazał wszystko, o czym zapewniał dziennikarzy przed pierwszą walką w kategorii do 200 funtów (junior ciężkiej) – szybkość, precyzję ciosów, a przy tym bardzo rozważny, wyrachowany, a przy tym efektowny boks. Pineda od początku – czego się można było spodziewać – nie wiedział, jak radzić sobie z lewymi prostymi Adamka, a kiedy “Góral” bił kombinacjami, zupełnie gubił się w obronie. Pięściarz z Panamy niby próbował atakować Adamka, ale pojedyncze ciosy po pierwsze bardzo rzadko trafiały znakomicie poruszającego się na nogach Tomka, a po drugie nie mogły mu zrobić krzywdy. Wystarczyło, by już w szóstej rundzie Pineda był nieco wolniejszy, by skuteczność Adamka wzrosła o kilkanaście celnych uderzeń, siódma runda był klasycznym przykładem tego, jak walczy Adamek – lewy sierpowy, prawy, ponownie lewy i pod Pinedą uginają się nogi. Adamek nie wypuszcza takich okazji i sędzia słusznie przerywa walkę ogłaszając zwycięstwo i mistrzowski tytuł IBO dla Polaka.

Po tym co widzieliśmy w “Spodku” jedno można powiedzieć na pewno – dalsze emocje w wykonaniu Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka mamy gwarantowane…

Komentarze

Cotto obronił tytuł mistrza świata

Portorykański bokser Miguel Angel Cotto obronił tytuł mistrza świata WBA w wadze półśredniej pokonując w obecności 20 tysięcy widzów w nowojorskiej Madison Square Garden przez nokaut techniczny w 11. rundzie swojego rodaka Zaba Judaha.

Sędzia przerwał walkę po 49 sekundach 11. rundy, kiedy Cotto po raz drugi w krótkim czasie posłał rywala na deski.

26-letni Cotto jest niepokonany w zawodowej karierze – dotychczas odniósł 30. zwycięstw, w tym 25 przez nokaut. Judah z 39 pojedynków wygrał 34 i doznał pięciu porażek.

Tytuł mistrzowski Cotto zdobył w grudniu ubiegłego roku, zwyciężając w Atlantic City swojego rodaka Carlosa Quintanę.

info: PAP

Komentarze

Gołota: Ta walka będzie wielkim sprawdzianem

Po długiej przerwie Andrzej Gołota wraca na ring. 9 czerwca będzie walczył z Jeremym “Bestią” Batesem. Dla polskiego boksera to będzie bardzo szczególny pojedynek. “Przekonam się, czy jeszcze mogę i potrafię boksować w tym wieku” – mówi DZIENNIKOWI Gołota.

Jak doszło do pana walki w Polsce?
To pytanie nie do mnie. Sam byłem bardzo zaskoczony tą propozycją. Spodziewałem się raczej kolejnej walki w Stanach.

Czym różni się gala w Katowicach od tych o najwyższą stawkę, odbywających się w Nowym Jorku lub w Atlantic City?
Z mojego punktu widzenia praktycznie niczym. Na ringu jestem sam na sam z przeciwnikiem. Presja jest taka sama. W Katowicach będą kibice, ale w Stanach na moje walki też przychodziło wielu Polaków.

Wraca pan do ringu po dwóch latach. Jak pan traktuje pojedynek z Jeremym Batesem?
Jako wielki sprawdzian. Przekonam się, czy jeszcze mogę i potrafię boksować – w moim wieku i w tym momencie kariery. Jeżeli okaże się, że nie, odejdę. Jeżeli tak, będę to robił dalej.

I być może, jeszcze raz – już piąty – powalczy pan o mistrzostwo świata?
Zobaczymy, czy to w ogóle będzie realne. Sam chciałbym się przekonać, czy jeszcze stać mnie na taki reżim treningowy? Czy mogę coś z siebie wykrzesać, najpierw w gymie, a potem w ringu?

Przed najbliższą walką jeszcze pan tego o sobie nie wie?
Przecież to tylko rozgrzewka. Chciałbym powiedzieć jasno, żeby wszyscy mnie zrozumieli ? to ma być sprawdzian, czy mam jeszcze jakieś szanse w tym całym boksie.

Co pan wie Jeremym Batesie, nazywanym “Bestią”?
Z nim jest taki numer – albo wygrywa wyraźnie, albo z kretesem przegrywa. Bardzo szybko kończą się te jego walki. I tyle wiedzy na razie mi wystarczy. W końcu to tylko rywal na przetarcie.

Jak spędzi pan czas do walki?
Jadę do Wisły trochę potrenować i zaaklimatyzować się. Przyda się, bo pogoda na razie sobie ze mnie zakpiła. Mówiono mi, że jest piękne lato, a zamiast 30 stopni leje deszcz.

Ma pan w planach jakieś spotkania z kibicami?
Na razie nie, ale mogę mieć. W końcu to ja jestem tu dyrektorem zamieszania. Mam nadzieję, że kibice nie spuszczą mi lania.

Którego z mistrzów wagi ciężkiej ceni pan najbardziej?
Trudno powiedzieć. Ciekawie zapowiada się walka Lamona Brewstera z Władymirem Kliczką w lipcu. Jestem ciekaw, czy Brewsterowi uda się znów zdobyć tytuł.

To właśnie Brewster pobił pana w 53 sekundy. Teraz obydwaj trenujecie razem u Buddy’ego McGirta.
Tak się jakoś złożyło. Dziwne, prawda? Kiedy kogoś nie można pokonać, trzeba się z nim zaprzyjaźnić. Albo odwrotnie, trzeba się z kimś zaprzyjaźnić, żeby go pokonać. A Brewster to bardzo fajny chłopak. Szykuje się do walki z Kliczką, więc Buddy przyleci do Polski w środę. Na razie będę trenował z Andrzejem Gmitrukiem.

Trenera McGirta pamięta pan jeszcze jako zawodnika?
Poznaliśmy się chyba w 1994 roku, kiedy on walczył z Pernellem Whitakerem w Virginii. Ja miałem tam obóz treningowy.

Jakim był zawodnikiem?
Bardzo dobrym, został przecież mistrzem świata. Jego największym problemem było to, że nie potrafił boksować z mańkutami.

Tak jak Tomasz Adamek, który przegrał z leworęcznym Chadem Dawsonem.
To jest bardzo ciekawe, bo Adamka do tej walki przygotowywał McGirt. A syn Buddy’ego jest mańkutem i Tomek z nim sparował. Mimo to w walce coś nie zadziałało. Adamek nie wyciągnął wniosków.

McGrirt jest dobrym trenerem?
To zawodowiec. Wie o czym mówi i co robi. To mi się w nim podoba… Mówił pan kiedyś, że boks to sport zespołowy, że to niezwykle ważne, aby mieć w swoim narożniku właściwe osoby. Czy z McGirtem jesteście zespołem?
Na razie widzę, że rozwijam się, doskonalę. Każdego dnia uczę się od niego czegoś nowego. Może coś z tego zostanie mi w głowie?

Boksuje pan już wiele lat. Czy zmiana starych nawyków jest w ogóle możliwa?
Tu nie chodzi o całkowitą zmianę stylu. Bardziej o to, żeby do treningu coś cennego dodać. Dowiaduję się na przykład, że ten sam cios wyprowadzony trochę inaczej, działa w inny sposób. Niewielka zmiana, a przynosi efekt. Buddy potrafi mi to pokazać, zainteresować mnie.

Widać już efekty tego treningu?
Nie wiem. Ocenianie efektów po sparingach jest jak wróżenie z fusów. W walce wszystko może potoczyć się zupełnie inaczej. Zobaczymy w sobotę.

Nie zastanawia się pan, co się stało z amerykańskimi mistrzami? Kiedyś pan był jedyną nadzieją białych. Dziś biali rządzą w wadze ciężkiej.
Czarnoskórzy są tam cały czas. Tylko tak się złożyło, że ich nie widać. To się na pewno niedługo zmieni. Ale z tą dominacją Rosjan to bardzo ciekawe. Zobaczcie choćby na tenis. Od jakiegoś czasu są potęgą. Jak się nazywał ten ich pierwszy wielki gracz?

Kafielnikow.
Tak. Ale nie o niego mi chodzi.

W takim razie Safin.
Właśnie, Marat Safin. Wygrał w Wielkim Szlemie, chyba US Open i Australian
Open.

Czyżby lubił pan tenis?
Bo tam niesamowite rzeczy się dzieją. Ostatnio Nadal przegrał na mączce z Federerem. Przecież to jest tragedia. Nadal zawsze go lał na clayu, wygrał wcześniej chyba z siedem czy osiem razy. Coś mi się wydaje, że za dobrze się poczuł ten Nadal.

źródło: Rafał Kazimierczak, Marta Mikiel / Dziennik

Komentarze

Lotniskowiec za szybki dla Włodarczyka

Gdzie masz wiarę?! Gdzie masz wiarę?! Jesteś mistrzem czy nie?!- krzyczał trener Krzysztofa Włodarczyka. Co do wiary – trener nie dowiedział się. A mistrzem świata wagi juniorciężkiej wersji IBF Polak już nie jest. Przegrał na punkty ze Steve’em Cunninghamem

Polak bronił tytułu, który zdobył w listopadzie zeszłego roku w Warszawie. Walka w Katowicach była podobna do ich pierwszego pojedynku, gdzie Włodarczyk wygrał niejednogłośnie na punkty. Toczyła się wolno, było mało ciosów, a zdecydowanie za dużo klinczów. Większość z ponad ośmiu tysięcy widzów wygwizdała obu pięściarzy. A miało być tak dobrze – przed galą Włodarczyk zapewniał, że demolował sparingpartnerów. Jednego wysłał nawet do szpitala. Przed wejściem na ring demolował drewniane drzwi znajdujące się w holu katowickiego Spodka. Obił je jak worek treningowy.

Ale Amerykanina nie zdemolował.

Od pierwszych minut walki był ospały i nieskuteczny. Pod koniec czwartej rundy przyklęknął, chociaż nie otrzymał wcześniej mocnego ciosu. Sędzia ringowy z Anglii wyliczył go. – Amerykanin wsadził mi palec do oka i nagle oko zaczęło mnie strasznie boleć. Na chwilę uklęknąłem, bo niewiele widziałem – tłumaczył “Diablo”.

Cunningham, czarnoskóry pięściarz o muskularnej budowie, również nie zachwycił. Był jednak szybszy, oddał więcej ciosów i zasłużenie wygrał ten słaby pojedynek. Sędzia z Meksyku punktował 116:112, a arbiter z Tajlandii 115:112 dla Cunninghama. Jedynie Nowozelandczyk dał remis 114:114. – Krzysiek w bardzo głupi sposób stracił prestiżowy pas. Przespał pierwsze pięć rund – mówił rozgoryczony Andrzej Wasilewski, szef grupy bokserskiej Hammer KnockOut Promotion, która zorganizowała wieczór w Spodku.

- Zawaliłem. Zbyt wolno poruszałem się na ringu -mówił Włodarczyk…

- Dały o sobie znać stare nawyki. Szukał jednego ciosu, który mógłby rozstrzygnąć walkę. Co z tego, że nasi pozostali bokserzy wygrali, skoro przegraliśmy tą najważniejszą – martwił się trener grupy Fiodor Łapin, który próbował w przerwach pobudzić swojego zawodnika emocjonalnymi krzykami na temat walki o honor.

Jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu pewny siebie Amerykanin skandował: – USS! USS!

Amerykański bokser służył w przeszłości na amerykańskim lotniskowcu. Stąd jego pseudonim “USS”, który jest skrótem od United States’ Ship – okręt Stanów Zjednoczonych.

- Jestem mistrzem wagi juniorciężkiej!- powtarzał później jak mantrę mokry od potu, szczęśliwy Cunningham. – Denerwowałem się przed walką, nie mogłem spać i dużo czasu poświęciłem na modlitwę. Wreszcie po tylu latach jestem mistrzem świata IBF. Super byłoby, jakby pojedynek zakończył się przez nokaut. Ale i tak jestem bardzo, bardzo szczęśliwy – mówił bokser, trzymając w ręku małą biało-czerwoną flagę. Zresztą po walce Cunningham nie mógł dojść do czekających na niego dziennikarzy, bo co chwilę polscy kibice zatrzymywali go, prosząc o wspólne zdjęcie. – W Katowicach podobało mi się o wiele bardziej niż w Warszawie. Są tutaj wspaniali fani. Jestem mistrzem! Alleluja! – krzyknął na koniec rozmowy rozradowany pięściarz.

Na dzień przed galą pojawiła się sensacyjna informacja, że Andrzej Gmitruk, trener Tomasza Adamka, będzie stał podczas pojedynku w narożniku Amerykanina. Gmitruk się w nim nie pojawił. Za to do ringu wchodził razem z rywalem Polaka Bogusław Bagsik, największy aferzysta III RP, bohater afery ART-B. Również po walce kręcił się w ringu wśród sztabu Cunninghama. Bagsik stał się oficjalnym przedstawicielem w Polsce najsłynniejszego bokserskiego promotora na świecie Dona Kinga. Bagsik i firma 12Runds 9 czerwca organizuje w Spodku galę, na której będzie walczył Tomasz Adamek i Andrzej Gołota.

Ja tu tylko sprzątam

W organizacji katowickiej gali pomagał Jerzy Frenkiel. Byłemu prezesowi Górnika Zabrze wrocławska prokuratura postawiła w zeszłym roku zarzuty korupcyjne. Frenkiela spotkałem na gali niosącego… miotły. – Co pan tu robi? – zapytałem. – Sprzątam – odpowiedział z uśmiechem były działacz piłkarski. – Jestem odpowiedzialny za sprawy logistyczne – dodał po chwili.

200 tys. zł

Tyle zarobił na czysto Włodarczyk po odjęciu wszelkich kosztów, głównie opłat za przygotowania do walki.

Źródło: Leszek Błażynski / Gazeta Wyborcza

Komentarze